Więc jak wygląda ten powrót? W moim przypadku jest dosyć złożony, bo Amicus ma w planie obóz dla wszystkich wymieńców i wycieczkę do Washington, D.C., co zajmie w sumie dziesięć dni. Tak więc, 20 czerwca wyjeżdżam z Kolorado, natomiast 30 ze Stanów i w Warszawie ląduję 1 lipca. Pozostało mi ostatnie 6 dni do wylotu, ostatni czas na załatwiania spraw czyli głównie pakowanie i pożegnania.
Jeśli chodzi o to pierwsze, to jest to prawdziwa misja. Zabranie wszystkich rzeczy, które się nagromadziło przez ten rok jest jeszcze trudniejsze niż pakowanie się na wymianę. Trzeba się wtedy rozejrzeć za najwygodniejszą i najtańszą opcją. Ja, po zrobieniu dokładnego researchu w tej sprawie, wybrałam ofertę firmy Polonez Parcel Service. Wysłałam moje trzy kartony do Massachusetts, następnie nadałam je przez internet i ludzie z Poloneza wyślą je drogą morską do Polski. Za wszystko zapłaciłam $220. Brzmi sporo, ale to i tak najmniej, jak udało mi się wykombinować.Teraz modlę się, żeby moje dopchać wszystko do walizek i nie płacić nadbagażu, bo poleci kolejna stówa. Brr.
![]() | ||||||||||||||
Zobaczę je dopiero w sierpniu |
Chcemy jeszcze wybrać się do Ikei, jako że łączy nas miłość do tych mebli i szwedzkiego jedzenia. W poniedziałek spotykam się z Franzi i Nataszą. Robimy małą niespodziankę dla Jo, która była Franzi oraz częściowo też moim Rep-em. Chcemy zabrać ją na kawę i dać prezent, żeby jej podziękować za ten rok. A właśnie, zapomniałabym! Wczoraj zrobiłyśmy polski wieczorek u mnie w domu z Nataszą i Basią, która mieszka tu ze swoją rodziną całe życie. Oglądałyśmy polskie skecze i filmy, w międzyczasie robiąc rewolucję na głowie Nataszy. Zażyczyła sobie bowiem, żeby jej ściąć włosy i zafarbować częściowo na zielono. Wyszło nierówno i na turkusowo, ale dla Nataszy to wystarczyło :P
Robi mi się smutno na myśl o wyjeździe ze Stanów. Rok to długo, 1/19 mojego dotychczasowego życia ;) a nie wiem jeszcze kiedy uda mi się wrócić. Gdyby nie wymiana, to pewnie długo bym jeszcze nie przyjechała do ziemi hamburgerami płynącej, bo zwyczajnie nie było na to kasy. Ale tutaj w jakimś sensie jest mój drugi dom.
Próbuję się jeszcze trochę zamerykanizować jedząć słynne PeanutButter&Jelly Sandwiches.
Chociaż narzekałam na tutejsze jedzenie przez okrągły rok, to będę tęsknić za kuchnią host mamy, bo potrafiła wyczarować naprawdę pyszne dinners.
Tymczasem do "napisania"!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz